PPMiD (odc.8) – Siedlce

PPMiD (odc.8) – Siedlce

3d garbarnia awansBył to jeden z tych wyjazdów, które na zawsze pozostaną w naszej pamięci. Nie co dzień,  co ja piszę,  może raz w życiu trafia się taki wyjazd, po którym można cieszyć się z awansu na zaplecze Ekstraklasy klubu, który szeregi II czy w nowomowie I ligi opuścił 44 lata temu!

Nim jednak dotarliśmy do Siedlec, aby przeżyć niesamowite sportowe emocje, czekała nas długa podróż, podczas której nie brakowało różnych przygód .
Miejscem naszej zbiórki w drodze do Siedlec były… Kielce.
Olo zmuszony zawodowymi obowiązkami był obecny na meczu piłkarskiej reprezentacji kobiet.
Choć osobiście nie mam nic do tego, aby kobiety rozwijały się we wszystkich dziedzinach, wręcz przeciwnie, hasło „Matka Polka” wywołuje u mnie odruch wymiotny, to jednak na grę dziewczyn patrzeć nie mogę. Piłka nożna nie jest sportem dla kobiet. Tak uważam od kiedy pierwszy raz w życiu widziałem mecz piłkarek na żywo. By nie wyjść na seksistę mogę dodać, że tak samo tenis nie jest sportem dla mężczyzn. Choć nie do końca rozumiem zasady odbijania tej piłki, to gdy grają kobiety chętnie oglądam, faceci mi tam pasują jak… nieważne.

Do Kielc musiałem się jakoś dostać. A, że z Krakowa do Kielc jeżdżą pociągi, sprawa była oczywista. Szybka podróż w komfortowych warunkach, gorzej z tym, że z dworca w Kielcach na stadion Korony jest kawałek a do tego jeszcze trochę pomyliłem trasę, nadkładając dobre 15 minut marszu. Pod stadion docieram wypompowany. Pod moją klatką padał deszcz w pod stadionem Korony świeciło słońce. Obładowany bagażami rozkładam się na przystanku niczym cygański tabor i próbując przejść kolejny poziom gry na tablecie, która kosztowała mnie nawiasem mówiąc miesiąc życia, wyczekuję końca meczu.

Całe szczęście, że zaparkował blisko przystanku i bez trudu go odnalazłem. Rzucam moje toboły do bagażnika. Rozsiadam się wygodnie na stanowisku nawigatora i już po chwili mkniemy w stronę stolicy!

Droga mija bez przygód i po jakichś dwóch godzinach oczom ukazuje się, najpiękniejszy moim zdaniem budynek w Polsce – Pałac Kultury. Choć moje poglądy są biegunowo odmienne od poglądów politycznych władzy która go wybudowała – to akurat socrealizm uważam za najpiękniejszy styl w budownictwie. Może odzywają się duchy przeszłości i umiłowanie do antyku, zwłaszcza Starożytnego Rzymu, który o czym pewnie wielu nie wie, miał zabudowę zbliżoną wyglądem do starej części Nowej Huty. Sam Pałac jest niemal odwzorowaniem antycznej Latarni Morskiej na Faros a pojawiające się głosy, aby zburzyć tę budowlę, przywołują mi na myśl, zburzenie Biblioteki Aleksandryjskiej…

3d waszawa muralGościmy w hotelu zlokalizowanym niemal w samym centrum Warszawy.

Szybkie zameldowanie się. Nie tak szybkie parkowanie, bo parking podziemny. Olo najpierw nie może się zdecydować, które miejsce wybrać, potem jak się okazało zaparkował na miejscu nienależącym do hotelu i ostatecznie przestawił samochód w miejsce, które z obu stron otoczone było ścianą. Niby nic takiego, ale biorąc pod uwagę nasze gabaryty łatwiej byłoby nam wysiadać z samochodu przez bagażnik…

Późny wieczór to pora karmienia a więc ruszamy na posiłek.  Relacja w Polskim Szlaku Kebabowym.

Powrót, parę godzin snu, pobudka, śniadanie (ło Matko Boska, wstałem na nie o 7:00!!!), po śniadaniu nie było mowy, abym był w stanie funkcjonować. Natomiast spać - jak najbardziej, toteż robię sobie pośniadaniową drzemkę i już o bardziej ludzkiej porze (10:00), zaczynam proces dobudzania się.
Czasu miałem trochę a planach zwiedzanie Cmentarza na Powązkach. Tu muszę się bez bicia przyznać, że zawaliłem niemal na całej linii. Pierwszy błąd, to doczytanie, że nie ma czegoś takiego jak Cmentarz Powązkowski, tylko są TRZY Cmentarze. Żydowski i Stary sąsiadują z sobą, ale ten gdzie obecnie odbywają się pochówki znanych osobistości to Wojskowe Powązki i odległość między nimi jest dość spora. Na tyle duża, że musiałem wybierać co zwiedzać. Dodatkowo straciłem dobre 40 minut na spacer z hotelu. Mapa pokazywała niby 20 minut, więc zrezygnowałem z komunikacji miejskiej i faktycznie po 20 minutach byłem dopiero pod murem Żydowskiego Cmentarza. Wejście na Stare Powązki, czyli Brama Świętej Honoraty (którą wchodziłem) zlokalizowana była dobre 15 minut marszu od wejścia na Cmentarz Żydowski.


3d brama św honoraty powązki
Odnośnie Powązek pisałem już felieton, który możecie przeczytać tutaj: [LINK]
Udało mi się zwiedzić trochę starego cmentarza i Aleję Zasłużonych. O wyprawie na Wojskowy tym razem nie było już mowy, czas gonił a głównym planem tego wyjazdu był mecz Pogoń Siedlce – Garbarnia Kraków.

Z Warszawy udaje nam się wydostać całkiem sprawnie, na trasie ruch też niezbyt wielki, więc jest czas na spokojną konsumpcję obiadu w Siedlcach. Przeglądam, co kulinarnie ma do zaoferowania to miasto i trafiam na restaurację serwującą tradycyjną kuchnię litewską. Nigdy nie miałem okazji spróbować, Olo też, więc decyzja zapada jednomyślnie. Tu odsyłam do kolejnego artykułu w przewodniku kulinarnym [LINK], dodam tylko, że sam sobie skomplikowałem konsumpcję przysmaków, bo uznałem, że uda nam się skończyć obiad w 1 godzinę po czym między jednym a drugim daniem zmuszony byłem biegać (w przenośni rzecz jasna, ostatni raz biegłem 10 grudnia 2016, skręciłem kostkę, 10 dni gipsu – od tego czasu wiem, że slogan „sport to zdrowie” ma tyle samo wspólnego z prawdą co drugi „palenie zabija” ) do parkomatu.

Najedzeni do syta docieramy pod stadion Pogoni.

3d pogon siedlce stadiumByła to moja druga wizyta w tym mieście i na tym stadionie. Pierwsza zaliczona przy okazji urlopu w Puławach i nie sądziłem, że kiedykolwiek a już na pewno nie tak szybko powrócę na ten stadion.
Policji sporo, tak jakby stróże prawa obawiali się hasał „najbardziej brutalni kibice Garbarni” – wyjście dla mediów istny cyrk. Akredytacje były do odbioru były tuż przy wejściu, natomiast zachowanie szefa ochrony sprawiło wrażenie, jakby miał zabezpieczać mecz punki contra skini w latach 90.
Dawno nie widziałem a może i nigdy takie spanikowania ochrony przed meczem. Ledwo co udało mi się odbić z trasy brama budynku klubowego – murawa, do toalety, bo całą trasę byliśmy eskortowani przez ochronę. Choć trzeba przyznać, że panowie zachowali się bardzo uprzejmie, cała ta sytuacja, nas zaprawionych w bojach reporterów po prostu bawiła.

Przed meczem w budynku i na murawie spotykamy działaczy Garbarni. Zaskoczonych i zadowolonych z naszego przybycia. Chyba, żadna inna redakcja z Krakowa nie delegowała swojego pracownika na ten mecz. My nie musieliśmy prosić się o delegację. To przywilej bycia właścicielem koncernu medialnego, ale pewnie nawet i bez tego pojechalibyśmy te kilkaset kilometrów za Brązowymi.
Garbarnia to klub, który obaj darzymy ogromną sympatią a móc przeżywać tak znaczące wydarzenie to coś pięknego. Nigdy jeszcze za mojego życia nie byłem na tak historycznym meczu. Następnym (obym doczekał)  będzie powrót Garbarni na salony Ekstraklasy

Trudno opisywać składnie to, co przeżywaliśmy.
Początek spotkania, spokojne wyczekiwanie. Pogoń przeważa, ale na posterunku jest Cabaj. Zbliża się przerwa… Wolny dla Garbarni… GOOOL. Jest, okrzyk radości wyrwał się także w naszych ust. Przerwa była, chyba rozmawiałem podczas niej z kimś przez telefon, czując już coraz bardziej zbliżające się emocje. Druga połowa mogła przyprawić o zawał. Ataki z jednej i z drugiej strony, nerwy, emocje, wyskok w górę po golu dla Brązowych, napór Pogoni, bramka, ale potem Cabaj już nie puszcza, końcowe minut, adrenalina, ciśnienie chyba 200/150, nerwy, już nie trzymam aparatu w ręce, nie chcę nim w przypływie sportowej złości rzucić na murawę, stoper, ile jeszcze zostało?, jeszcze minuta, aparat już w dłoni, ostatnie sekundy, czemu On nie kończyk tego meczu? Gwizdek? Tak! TAK, TAK!!! I liga dla Garbarni, wbiegamy na murawę, w stronę świętujących Garbarzy, mijając slalomem po drodze leżących na placu boju zawodników Pogoni. Ogromna radość, która nie dociera chyba jeszcze do głów zawodników. Chyba jeszcze nie wierzą do końca w to, że udało się po fantastycznej wiośnie, załapać rzutem na taśmę do barażów a teraz JE WYGRAĆ!


Opadają pierwsze emocje, piłkarze udają się do szatni za to na trybunach grupa miejscowych troglodytów, okradła wiekowego kibica Garbarni z szalika. Brawo, czyn chuligański godny podziwu, okraść starszego pana i potargać mu koszulkę. Barwy Garbarni płoną i tym zachowaniem  kilka osób same wystawia sobie świadectwo człowieczeństwa.

Wracamy do budynku klubowego i zmierzamy do sąsiadującego z nim hotelu, gdzie odbyć ma się konferencja prasowa. Miejscowe służby pospinane jeszcze bardziej niż przed meczem. Ochrona zamyka drzwi wejściowe na klucz mimo, iż przed drzwiami stoi kilkunastu mundurowych.
My przebijamy się przez ten kordon i pod hotelem oczekujemy na konferencję. Czas nas nagli, ale że i tak droga do domu daleka, te pół godziny nie zrobi kolosalnej różnicy. Po nagraniu konferencji, złożeniu gratulacji znajomym Garbarzom, udajemy się w długą, momentami malowniczą podróż. Istnym hitem jest droga do wsi Poznań, która wygląda jak kadr z jakieś bajki. Po obu strona rosną drzewa, których korony łączą się z sobą. Daje to efekt jazdy w tunelu.
Dalej już niestety nie możemy podziwiać widoków bo zapada zmrok. Udaje nam się nadrobić trochę i z tego co początkowo pokazywał GPS, urywamy godzinę dla siebie. Cenną dla mnie, tym bardziej, że położyłem się spać ok. 1 w nocy z budzikiem ustawionym na 4:50…


Stadion Pogoni Siedlce

Malownicza do droga do wsi Poznań

facebook_page_plugin

Wspieramy

Polityka cookies